W polskim środowisku dronowym narracja urzędowa jest prosta: „masz klikać Check-in, bo inaczej łamiesz prawo”. Ale mało kto mówi o tym, że polskie przepisy (wprowadzone jako „tymczasowe” w COVID-zie i zabetonowane w Art. 156a Prawa Lotniczego) to legislacyjny bubel. Państwo stworzyło pręgierz, który zamiast edukować – zastrasza.
Na wstępie ważna uwaga: Komentarze typu „wystarczy zgłaszać i nie będzie problemu” nie dotyczą tego wpisu. Ten tekst nie jest o tym, czy warto zgłaszać (bo warto – to profesjonalizm), ale o tym, jak wadliwe prawo robi z pilota przestępcę, gdy system zawiedzie, a urzędy manipulują interpretacją przepisów.
Co się stanie, jak nie zgłosisz? Statystycznie – nic. Ale zawsze jest szansa, że to właśnie Ty zostaniesz „złowiony” przez patrol lub system monitoringu. Wtedy kończy się hobby, a zaczyna starcie z aparatem państwa. Oto co Ci realnie grozi i jaką linię obrony przyjąć, gdy system chce Cię zmielić.
1. Dwa baty państwa: Sankcje się nie wykluczają!
To najgroźniejszy aspekt obecnego systemu: nałożenie kary administracyjnej nie wyklucza odpowiedzialności karnej i odwrotnie. Możesz zapłacić 10 tysięcy złotych kary, a tydzień później dostać wezwanie do prokuratury w tej samej sprawie.
Kara administracyjna (Art. 209un PL): > „1. Kto wykonuje operacje z użyciem systemu bezzałogowego statku powietrznego niezgodnie z warunkami wykonywania operacji w danej strefie geograficznej, podlega karze pieniężnej w wysokości 10 000 zł za każde naruszenie.” W praktyce? To fikcja. ULC niemal nie nakłada tych kar, bo urzędnicy wiedzą, że ich podstawa prawna polegnie w sądzie administracyjnym.
Zarzuty karne (Art. 212 PL): > „1. Kto, wykonując lot przy użyciu statku powietrznego: 1) narusza przepisy dotyczące ruchu lotniczego obowiązujące w przestrzeni powietrznej [...] podlega karze pozbawienia wolności do lat 5.”
Manipulacja ULC: W kampaniach Urząd sugerował, że 5 lat więzienia grozi tylko za „najcięższe” naruszenia. To wprowadzanie w błąd – zgodnie z literą prawa, ten paragraf wisi nad każdym brakiem Check-inu.
2. Twoja linia obrony: Jak wyjść z pręgierza?
Dotychczas większość pilotów BSP przyjmowała grzywny lub wyroki w zawieszeniu, bo nikt nie podjął walki o całkowite „wywrócenie” tych kar w sądzie. A narzędzia są potężne:
Filar I: Nieumyślność (Art. 212 ust. 3 PL)
Większość uchybień to brak zasięgu czy błąd aplikacji – czyli działania nieumyślne.
„3. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku.”
Filar II: Twój „Immunitet” – Art. 212a PL
Jeśli sam zaraportujesz błąd, zanim policja się o nim dowiedziała – nie podlegasz karze.
„Nie podlega karze za przestępstwa nieumyślne określone w dziale XII ustawy [...] zgłaszający zdarzenie lotnicze w ramach obowiązkowego lub dobrowolnego systemu zgłaszania zdarzeń [...] zanim organy te [ścigania] dowiedziały się o tym przestępstwie lub wykroczeniu.”
Filar III: Nieskuteczność zapisu i „Gold-plating” (UE)
To najmocniejszy punkt oporu, uderzający w samą legalność polskiego systemu zgłoszeń. W starciu z sądem należy podnieść, że polski art. 156a Prawa lotniczego jest bezskuteczny, ponieważ stoi w sprzeczności z nadrzędnym prawem unijnym.
Argument z braku oceny ryzyka (Art. 15 ust. 2 Rozp. UE 2019/947): Prawo UE pozwala państwom wyznaczać strefy geograficzne (DRA), ale wyłącznie w oparciu o rzetelną ocenę ryzyka. Polska wyznaczyła strefę informacyjną DRA-I na obszarze 100% terytorium kraju. Jest fizyczną niemożliwością, aby PAŻP przeprowadził ocenę ryzyka dla każdego metra kwadratowego Polski (od lasów po prywatne ogródki). Skoro strefa powstała z naruszeniem unijnej procedury, to obowiązki w niej zawarte są prawnie nieistniejące.
Argument z nadużycia upoważnienia (Art. 56 ust. 8 Rozp. UE 2018/1139): Urzędnicy wskazują na ten artykuł jako podstawę do „własnych wymogów”. Jednak unijne upoważnienie nie daje prawa do likwidacji wolności lotów. Każdy krajowy przepis musi być proporcjonalny i niezbędny. Wprowadzanie pręgierza karnego (do 5 lat więzienia) za brak formalnego zgłoszenia lotu lekkim dronem nad pustym polem, nad którym nie wyznaczono strefy specjalnej, jest rażącym naruszeniem zasady proporcjonalności wynikającej z prawa unijnego.
Teza (Nieskuteczność zapisu): Polski art. 156a wykracza poza kompetencje przyznane państwom przez UE. Unia stworzyła kategorię „otwartą” jako wolną od uprzednich zgłoszeń. Polska, wprowadzając powszechną reglamentację i drakońskie kary, de facto anulowała prawo unijne na swoim terytorium. Zgodnie z zasadą pierwszeństwa prawa UE, sąd ma obowiązek odmówić zastosowania polskiego przepisu, który jest sprzeczny z rozporządzeniem 2019/947.
Filar IV: Blankietowość i „cyfrowe gusło” – czyli dlaczego piksel nie jest prawem
Zgodnie z Art. 42 Konstytucji RP, odpowiedzialności karnej podlega ten, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę. Tymczasem w świecie BSP mamy do czynienia z niebezpiecznym zjawiskiem „karalności aplikacyjnej”.
1. Mechanizm „pustego paragrafu” (Blankietowość) Art. 212 PL to tzw. przepis blankietowy. On sam nie opisuje, co jest zabronione – jest tylko „pustą ramą”. Mówi jedynie: „kto narusza przepisy dotyczące ruchu lotniczego...”. Aby wiedzieć, co jest zakazane, musimy szukać dalej.
W czym problem? Ustawa odsyła do rozporządzeń, rozporządzenia do wytycznych Prezesa ULC, a te – do komunikatów PAŻP i ostatecznie do dynamicznej mapy w aplikacji mobilnej.
Wniosek: O tym, czy lądujesz w więzieniu na 5 lat, decyduje nie poseł w ustawie, ale informatyk lub kontroler ruchu lotniczego, który „narysował” strefę w systemie teleinformatycznym. To rażące naruszenie konstytucyjnej zasady określoności czynu zabronionego (nullum crimen sine lege certa).
2. Brak aktu władczego Wyznaczanie stref powinno odbywać się w konkretnym trybie administracyjnym.
Argument: PAŻP nie posiada uprawnień prawotwórczych (nie może tworzyć prawa powszechnie obowiązującego). Mapa w aplikacji jest jedynie narzędziem informacyjnym, a nie aktem prawnym.
Cytat z ustawy: Wyznaczenie strefy powinno nastąpić w drodze jasnego aktu, który można zaskarżyć. Większość stref (w tym DRA-I na cały kraj) „pojawiła się” w aplikacji bez formalnej decyzji administracyjnej opublikowanej w "dzienniku urzędowym".
Teza: Skoro strefa nie ma twardej podstawy prawnej, to z punktu widzenia prawa karnego ona nie istnieje. Nie można naruszyć strefy, która prawnie nie została powołana do życia.
3. „Cyfrowe gusło” – brak pewności prawa Prawo karne musi być przewidywalne. Obywatel musi wiedzieć dokładnie, w którym momencie staje się przestępcą.
Argument: Systemy teleinformatyczne bywają zawodne, mapy się aktualizują w czasie rzeczywistym, a granice stref mogą „pływać” w zależności od wersji aplikacji.
Wniosek: Uzależnienie wolności człowieka od stabilności serwerów, poprawności kodu aplikacji czy zasięgu LTE to nie jest praworządność – to cyfrowe gusło. Sąd nie może skazać pilota na podstawie dowodu z aplikacji, która nie jest źródłem prawa, a jej działanie jest dla obywatela nietransparentne.
Ministerstwo i ULC przyznają: „Prawo jest do poprawki!”
Ministerstwo Infrastruktury oficjalnie zapowiedziało zmiany na kary adekwatne. Co więcej, w planie prac legislacyjnych ULC na 2026 rok widnieje propozycja zmiany legendarnego Art. 212 PL. To jasny sygnał: samo państwo widzi, że obecne przepisy są dysfunkcyjne.
Podsumowanie: Nie walcz sam!
Zgłaszanie lotów to dobra praktyka, ale nie wolno zgadzać się na legislacyjny terror. Jeśli system Cię „złowi”, nie przyjmuj grzywny lub wyroku w zawieszeniu „dla świętego spokoju”. W takiej sytuacji należy wziąć profesjonalnego adwokata. To on powinien podnieść wszystkie powyższe argumenty, wykazać przed sądem, że cały ten system jest prawnie „z dykty” i uderzyć w bezskuteczność przepisów krajowych sprzecznych z prawem unijnym oraz Konstytucją. Czas, aby sądy zaczęły wyrzucać te sprawy do kosza, zamiast przyklepywać wadliwe prawo.
Dopóki zmiany nie wejdą w życie – broń się, bo masz ku temu pełne prawo!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz