Podczas gdy cała Europa dąży do uproszczenia przepisów i poprawy bezpieczeństwa lotniczego, w polskim Urzędzie Lotnictwa Cywilnego (ULC) czas jakby się cofnął. Zamiast nowoczesnego nadzoru, mamy model „śledczy”, w którym każde lądowanie może skończyć się w prokuraturze. Dlaczego polski podatnik płaci za prywatną wojnę urzędników z pilotami, którą państwo masowo przegrywa w sądach?
1. Urzędnicza „ucieczka” przed prawem unijnym
To temat dla dziennikarzy śledczych: Prezes ULC ma ustawowy i unijny obowiązek (Part-ARA) prowadzenia postępowań administracyjnych. To tam powinny zapadać decyzje o ewentualnych karach. Jednak Urząd masowo te procedury omija. Dlaczego? Bo decyzja administracyjna podlega merytorycznej kontroli sądu, a tam urzędnicy musieliby udowodnić swoje racje ekspertom.
Wygodniej jest wysłać donos do prokuratury. Efekt? Policjanci i prokuratorzy, którzy nie odróżniają wysokościomierza od zegarka, są zmuszani do prowadzenia absurdalnych śledztw, które kończą się kompromitacją oskarżycieli przed sądami karnymi. W tej pokrętnej logice to nie ULC przegrywa procesy i nie jest związany wyrokami.
2. Sąd mówi „niewinny”, Urząd mówi „dalej będę oskarżać”
To absolutny precedens. Mamy już serię prawomocnych wyroków sądów karnych (w tym Sądów Okręgowych), które jasno stwierdzają: pilot lecący nad Warszawą zgodnie z europejskimi przepisami (SERA) nie popełnia przestępstwa. Sądy wprost nazywają działania prokuratury i ULC błędem.
Zamiast przyjąć wyroki do wiadomości, kierownictwo ULC wysyła swoich pracowników do sądów w roli oskarżycieli posiłkowych. To marnowanie publicznych pieniędzy na procesy, o których z góry wiadomo, że są bezzasadne. To sytuacja, w której organ państwa ignoruje prawomocne wyroki tegoż państwa. Proceder polowania trwa .... .
3. „Mentalność Interpolu” kontra bezpieczeństwo lotów
Lotnictwo opiera się na tzw. Just Culture (Kulturze Sprawiedliwego Traktowania). Pilot, który popełni błąd, powinien go zgłosić, by system mógł go naprawić. W Polsce pod obecnym kierownictwem (wywodzącym się bardziej ze służb ścigania, a nie z krajowego lotnictwa operacyjnego), pilot, który zgłosi cokolwiek, może spodziewać się wizyty policji.
Taka polityka „strachu” realnie zagraża bezpieczeństwu pasażerów. Jeśli piloci będą bali się raportować incydenty z obawy przed prokuratorem, system przestanie widzieć zagrożenia.
4. Skok na kasę, czyli Agencja pod specjalnym nadzorem
W cieniu tych procesów Prezes ULC forsuje przekształcenie Urzędu w Agencję. Argument? Potrzeba ściągnięcia „specjalistów” za wyższe stawki. Pytanie brzmi: jacy eksperci lotniczy będą chcieli pracować w instytucji, która kompromituje się merytorycznie przed każdym sądem karnym w kraju? Czy „Agencja” to tylko sposób na ucieczkę przed kontrolą ministerialną i zapewnienie wyższych pensji dla osób, których kompetencje lotnicze są kwestionowane przez całe środowisko?
Skutki braku realnego doświadczenia w lotnictwie cywilnym (poza murami urzędu) sieją w polskim niebie prawdziwe spustoszenie. To sytuacja bez precedensu: w warunkach konkursowych nowej Agencji zabrakło zapisu, który jest standardem w każdym cywilizowanym kraju – wymogu np. 10 lat pracy w realnym cywilnym sektorze lotniczym (liniach, operacjach, technice). Brak takiego bezpiecznika wygląda na ordynarną „ustawkę” mającą na celu utrzymanie obecnych włodarzy przy sterach. Pod nowym szyldem i za większe pieniądze, osoby bez merytorycznego dorobku operacyjnego będą mogły dalej niszczyć polski rynek i środowisko, stosując metody śledcze tam, gdzie wymagana jest wiedza inżynierska i lotnicza.
Bilans strat:
Zniszczone kariery i zdrowie pilotów ciąganych po prokuraturach.
Wydane pieniądze z budżetu państwa wydane na bezzasadne śledztwa i delegacje pracowników ULC do sądów.
Kompromitacja Polski na arenie UE – ignorowanie rozporządzeń SERA i Part-ARA już przyciągnęło uwagę Komisji Europejskiej.
Czas przeciąć ten węzeł gordyjski. Lotnictwo potrzebuje liderów z doświadczeniem, a nie urzędników z obsesją.
Jak długo jeszcze polskie lotnictwo będzie zakładnikiem „śledczej” mentalności, która z bezpieczeństwem lotów nie ma nic wspólnego?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz