Mówiłem, że tak będzie: „sukces” polskiej prezydencji w Radzie UE kosztem pasażerów

 

Już dawno pisałem, że w tej sprawie skończy się to w przewidywalny sposób: rząd ogłosi „sukces polskiej prezydencji”, bo udało się przepchnąć kompromis w Radzie UE — ale ten kompromis będzie wygodny dla przewoźników, a nie dla pasażerów. I dokładnie to się wydarzyło. 

„Sukces” polegał na zamknięciu sporu między państwami członkowskimi i przyjęciu wspólnego stanowiska Rady w sprawie rewizji rozporządzenia (WE) nr 261/2004. Tyle że treść tej propozycji oznaczała realne osłabienie ochrony podróżnych: wyższe progi opóźnień, więcej wymówek w „nadzwyczajnych okolicznościach” i trudniejsze dochodzenie odszkodowań. Dopiero Parlament Europejski – czyli instytucja, która z definicji ma reprezentować obywateli – zaczął ten proces hamować.

„Sukces” prezydencji – czyli sukces proceduralny, nie obywatelski

Z punktu widzenia politycznego i urzędniczego można mówić o sukcesie: po latach impasu Rada UE przyjęła wspólne stanowisko. To jest osiągnięcie proceduralne – udało się doprowadzić do kompromisu między rządami.

Problem w tym, że kompromis nie był prokonsumencki.

W propozycji Rady znalazły się m.in.:

  • wydłużenie minimalnego czasu opóźnienia uprawniającego do odszkodowania (4–6 godzin zamiast 3),

  • zmiany w wysokości odszkodowań,

  • szeroka interpretacja „nadzwyczajnych okoliczności”, która ułatwiałaby liniom lotniczym unikanie odpowiedzialności.

Innymi słowy: mniej wypłat, więcej wyjątków, większa swoboda dla przewoźników. Dla pasażerów – krok wstecz.

Parlament Europejski jako hamulec dla „reformy po myśli linii”

Na tym tle reakcja Parlamentu Europejskiego była w pełni przewidywalna. Komisja TRAN odrzuciła kluczowe elementy podejścia Rady, pozostawiając:

  • 3-godzinny próg opóźnienia,

  • dotychczasową strukturę odszkodowań (z podwyższeniem najniższego progu),

  • bardziej restrykcyjne podejście do „nadzwyczajnych okoliczności”.

To Parlament – a nie Rada – reprezentuje interes obywateli UE. I to Parlament musiał zatrzymać reformę, która pod hasłem „realizmu rynkowego” osłabiała ochronę konsumentów.

Dlaczego narracja o „sukcesie” wprowadza w błąd

Komunikacyjnie wszystko się zgadza:

  • Prezydencja: „Doprowadziliśmy do porozumienia w Radzie UE”.

  • Rzeczywistość: Porozumienie było korzystne głównie dla branży lotniczej.

  • Parlament: „Nie, takiej reformy nie zaakceptujemy”.

Mówienie o „sukcesie” bez wskazania, czyim kosztem został on osiągnięty, to klasyczny przykład politycznego PR-u. Z perspektywy pasażerów ten „sukces” oznaczałby słabszą ochronę niż dziś.

Mówiłem, że tak będzie

Nie było tu żadnej niespodzianki. Od początku było jasne, że:

  1. Rada UE będzie szukać kompromisu przyjaznego rządom i przewoźnikom.

  2. Prawa pasażerów zejdą na dalszy plan.

  3. Parlament Europejski stanie się ostatnią linią obrony standardu 261/2004.

Dlatego dziś warto nazwać rzecz po imieniu:
to nie był sukces pasażerów, tylko sukces narracyjny i proceduralny na poziomie Rady UE.

A jeśli ostatecznie standard ochrony zostanie utrzymany, to nie dzięki prezydencji – tylko mimo jej „sukcesu”.

 

💬   Nie zapomnij również, zerknąć od czasu do czasu na konto na facebook.com/avialawpl 😏 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz