Prawo lotnicze ma służyć bezpieczeństwu.
Ale jeśli przepis prowadzi do efektów dokładnie odwrotnych od deklarowanego celu, to nie mamy już do czynienia z bezpieczeństwem – tylko z systemowym absurdem.
Poniżej opisuję realny, praktyczny przykład, który pokazuje, jak działa art. 189e Prawa lotniczego w Polsce – i dlaczego jest to rozwiązanie szkodliwe.
Kim jestem i gdzie pracuję
Jestem polskim pilotem.
Mieszkam w Polsce.
Pracuję w Polsce.
Moja baza operacyjna znajduje się w Warszawie.
Przez pewien czas byłem zatrudniony u czeskiego przewoźnika, operując z warszawskiej bazy. Jak każdy pilot, musiałem posiadać przepustkę lotniskową uprawniającą do dostępu do strefy zastrzeżonej.
Jak wyglądało „sprawdzenie” w Czechach
Czeski przewoźnik wystąpił o przepustkę lotniskową.
Czeskie organy sprawdziły mnie wyłącznie na podstawie polskiego KRK.
Dlaczego tylko KRK?
Bo:
-
Czechy nie mają dostępu do polskich postępowań karnych,
-
prawo UE nie przewiduje automatycznego przekazywania takich informacji,
-
i – co kluczowe – prawo UE tego nie wymaga.
Efekt?
Dostałem przepustkę.
Pracowałem normalnie.
Bezpiecznie.
Bez problemów.
Co zmienia się, gdy pracuję dla polskiego przewoźnika
Dziś pracuję u polskiego przewoźnika.
I tu zaczyna się problem.
W Polsce obowiązuje art. 189e Prawa lotniczego, który pozwala odebrać przepustkę lotniskową nie tylko po wyroku, ale już wtedy, gdy:
„powzięto wiadomość o aktualnie prowadzonym postępowaniu karnym przeciwko osobie”.
Bez wyroku.
Bez stwierdzenia winy.
Bez decyzji administracyjnej.
Bez realnego odwołania.
Wystarczy, że ktoś złoży zawiadomienie.
Wystarczy, że zostanie wszczęte postępowanie.
Co by się stało w praktyce?
Gdybym dziś – pracując dla polskiego przewoźnika – znalazł się w takiej sytuacji procesowej, mógłbym:
-
stracić polską przepustkę lotniskową,
-
a w konsekwencji stracić pracę.
I teraz najważniejsze pytanie:
Co wtedy?
Żeby dalej latać z Warszawy, musiałbym…
zatrudnić się z powrotem u czeskiego przewoźnika.
Dlaczego?
Bo Czechy:
-
nie odbierają przepustek za sam fakt toczącego się postępowania,
-
nie opierają decyzji na domniemaniach,
-
nie stosują takiego automatyzmu jak Polska.
Największy paradoks systemu
W tym samym czasie mój polski pracodawca mógłby:
-
zatrudnić czeskiego pilota,
-
który nawet będąc w analogicznej sytuacji procesowej,
-
dostałby w Polsce przepustkę.
Dlaczego?
Bo:
-
Czechy nie przekazują Polsce informacji o toczących się postępowaniach,
-
a Polska nie ma podstawy prawnej, by ich żądać,
-
więc cudzoziemiec przechodzi „sprawdzenie”, a Polak nie.
Efekt końcowy
✔️ polski obywatel traci pracę w Polsce
✔️ pracuje dalej – ale dla zagranicznego przewoźnika
✔️ jego miejsce zajmuje cudzoziemiec
✔️ bezpieczeństwo lotnictwa nie wzrasta ani o milimetr
Jeśli ktoś twierdzi, że to jest „zwiększanie bezpieczeństwa”, to nie rozumie, jak działa lotnictwo – albo nie chce tego zrozumieć.
Co naprawdę robi ten przepis
Art. 189e:
-
dyskryminuje polskich obywateli na własnym rynku pracy,
-
wypycha specjalistów do zagranicznych firm,
-
tworzy system oparty na strachu i milczeniu,
-
nie ma odpowiednika w większości państw UE.
To nie jest ochrona lotnictwa.
To jest prawny absurd, który szkodzi ludziom i państwu.
I właśnie dlatego ta sprawa trafiła do Komisji Europejskiej. Tam niestety ULC zaczął wprowadzać Komisję w błąd, ale to już inna sprawa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz