Członek personelu lotniczego – relikt z PRL, który wciąż żyje w polskim prawie i urzędach

 


Kiedy dziś czytamy w przepisach o członkach personelu lotniczego, można odnieść wrażenie, że chodzi o jakiś elitarny klub lub związek zawodowy.
W rzeczywistości to relikt z ustawy z 1968 roku, która regulowała lotnictwo cywilne w Polsce przez ponad trzy dekady.

W tamtym prawie nawet minister mógł nakazać noszenie mundurów przez personel lotniczy (art. 43 ustawy z 31 stycznia 1968 r. – Prawo lotnicze).
To nie była tylko symbolika – to była cała wizja lotnictwa cywilnego jako służby podporządkowanej państwu, a nie wolnego zawodu.
Pilot, mechanik, kontroler – wszyscy byli członkami personelu, bo państwo chciało mieć ich zorganizowanych, zdyscyplinowanych i gotowych do służby.


📜 Od 1968 do 2002 – zmiana ustawy, ale nie mentalności

Nowa ustawa z 2002 r. miała być przełomem. Polska wchodziła do Unii Europejskiej, a przepisy miały odzwierciedlać europejskie, cywilne podejście do lotnictwa.
Jednak wiele pojęć i mechanizmów zostało żywcem przepisanych z ustawy z 1968 r.
Wciąż mamy więc członków personelu lotniczego, zamiast prostego i zrozumiałego „posiadaczy licencji”.

Nie chodzi tylko o język.
W praktyce wciąż widzimy mentalność komenderowania, a nie współpracy.
Urząd Lotnictwa Cywilnego funkcjonuje często tak, jakby był komendą służby lotniczej, a nie cywilnym regulatorem rynku.
Ocenia ludzi, zamiast ich kompetencje. Wystawia opinie, zamiast decyzji.
A pilot, który ma licencję, traktowany jest nie jak profesjonalista, tylko jak „członek personelu”, który może być zawieszony, sprawdzony lub niedopuszczony do czynności.


🧩 Co to znaczy w praktyce?

Słowo członek sugeruje przynależność – do jakiegoś korpusu, grupy, organizacji.
Tymczasem w dzisiejszym świecie lotnictwa cywilnego mamy do czynienia z zawodami regulowanymi, a nie z korpusem służbowym.
Pilot czy mechanik to nie żołnierz – to specjalista posiadający określone kwalifikacje potwierdzone licencją.
W Unii Europejskiej status zawodowy pilotów reguluje EASA, a nie „członkostwo” w jakiejś strukturze.

Ale w Polsce pozostał język, który pozwala urzędnikowi myśleć w kategoriach:
„dopuścić – cofnąć – zawiesić – przywrócić”.
Jak w regulaminie służbowym, nie w państwie prawa.  


⚖️ Współczesny paradoks

Paradoks polega na tym, że w XXI wieku, w państwie członkowskim UE, urząd nadal operuje pojęciem „członka personelu lotniczego” – tak jakby istniała jakaś formacja.
A za tym pojęciem idzie cały zestaw praktyk: brak zaufania, nadmierna kontrola, podejrzliwość wobec obywatela.

Można zmieniać ustawy, logotypy i nazwy departamentów, ale dopóki w głowach urzędników zostaje logika z 1968 roku, w której pilot to „członek personelu”, a nie partner rynku,
– dopóty lotnictwo w Polsce będzie stało w miejscu.

Zgodnie z art. 2 pkt 1 rozporządzenia (UE) 1178/2011:

„Aircrew” means flight crew and cabin crew
(„Załoga” oznacza załogę lotniczą oraz personel pokładowy).

Prawo UE nie zna pojęcia „członka personelu lotniczego” – to krajowa naleciałość z PRL.

Mój kolega, który lata w Ryanairze z bazą w Polsce, ma po prostu licencję EASA ATPL(A) i wykonuje pracę pilota. Nie jest żadnym „członkiem personelu lotniczego”,  więc po co to? W prawie unijnym sankcje i obowiązki dotyczą osoby jako licencjobiorcy, a nie jako „członka” jakiejś formacji – to czysto polski relikt z czasów, gdy lotnictwo traktowano jak służbę państwową. 


✍️ Konkluzja

Członkostwo w „personelu lotniczym” nie daje żadnych praw – tylko brzmi jak coś, co można łatwo zdyscyplinować.
A przecież dziś wystarczy być po prostu posiadaczem ważnej licencji lotniczej.
Cywilnie. Normalnie. Bez munduru.

Ktoś powie, że to szczegół.
Ale od takich szczegółów zaczyna się czyszczenie komuny.
Bo język kształtuje myślenie – a w lotnictwie, gdzie władza urzędnicza bywa urojona i niekontrolowana, te słowa robią różnicę.

Jeśli wciąż mówimy o „członkach personelu lotniczego”, to znaczy, że nadal myślimy kategoriami podporządkowania, a nie partnerstwa i profesjonalizmu.
Nie ma relacji rynkowej, jest hierarchia.
Nie ma współpracy, jest „nadzór”.

I właśnie dlatego trzeba zaczynać od języka.
Bo dopóki w przepisach zostaje duch PRL-u, dopóty władza będzie uważała się nie za służbę publiczną, tylko za dowództwo.

📣 Nie zapomnij też zajrzeć na: 👉 facebook.com/avialawpl 😏

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz