Czy naprawdę płacimy ULC?
Kiedy opłacasz przedłużenie swoich uprawnień lotniczych, nie przelewasz pieniędzy do Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC), lecz... na rachunek budżetu państwa prowadzony przez Narodowy Bank Polski. ULC tylko przyjmuje wnioski i dokumenty. Sam z tych środków nie korzysta – o ich podziale decyduje Ministerstwo Finansów w ramach ogólnego budżetu państwa.
Co to oznacza w praktyce?
To nie ULC rozlicza się z tych opłat. Jego działalność finansowana jest z góry przyznawaną dotacją budżetową – niezależnie od tego, ile pieniędzy wpłacili piloci, mechanicy czy firmy lotnicze. Innymi słowy: płacisz, bo prawo tego wymaga. Nie dlatego, że środki trafią na rozwój lotnictwa cywilnego. To nie inwestycja. To danina.
Urząd nie analizuje, czy konkretna czynność ma pokrycie finansowe w pobranych opłatach. Dla państwa liczy się tylko to, że procedura została wykonana, a kasa Skarbu Państwa się zgadza.
A teraz ULC chce więcej
Urząd zapowiada przekształcenie w agencję i domaga się nowej opłaty – 6 zł do każdego biletu lotniczego. Problem w tym, że nikt nie wie, ile naprawdę kosztuje działalność nadzorcza ULC. Nie ma publicznie dostępnego rozbicia kosztów, brak podstaw do racjonalnej dyskusji.
Obecna Dyrektor Generalna ULC nie poczuwa się do analiz przychodów/kosztów ze względu na rodzaj działalności. Prezesa ULC też to nie interesuje.
To przypomina dziecko, które zobaczyło, że inne dzieci mają iPhone'y, więc też chce – nie dlatego, że wie po co, ani czy go potrzebuje, tylko „bo inni mają”.
Podobnie ULC: widzi, że inne państwa mają opłaty lotnicze, więc sięga do kieszeni pasażerów, bez rozliczenia się z kosztów i bez refleksji, czy działa efektywnie. Nie ma takiej kasy której by ULC nie przeżarł, tłumacząc że to "na fachowców" , czyli analogicznie jak wyłudzenie "na wnuczka".
Brak przejrzystości = brak zaufania
Jeśli urząd publiczny nie pokazuje, ile kosztuje jego funkcjonowanie i jakie ma efekty, to każdy nowy pomysł na pobieranie opłat staje się podejrzany. Pasażerowie – zamiast lepszej jakości usług – dostają tylko droższy bilet.
W cywilizowanych państwach opłaty lotnicze są powiązane z realnymi kosztami nadzoru i jasno rozliczane w publicznych raportach. W Polsce – zamiast przejrzystości – mamy system, w którym nie wiadomo, ile kosztuje utrzymanie urzędu, ani jakie efekty daje jego działalność.
Bez jawnych danych finansowych i analizy efektywności każda nowa opłata wygląda jak fiskalny eksperyment na obywatelach, a nie poważna polityka transportowa. Państwo prawa wymaga, aby urząd działał w sposób racjonalny, proporcjonalny i transparentny.
Bo zaufania nie buduje się przez sięganie do kieszeni pasażerów, lecz przez uczciwe rozliczanie się z tego, co już powierzono.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz