Nadchodzi wiosna, a wielu czytelników pytało mnie już w międzyczasie, co zmieniło się od zeszłego roku w sprawie minimalnych wysokości lotów nad obszarami administracyjnymi miast. Co z lotami nad Wisłą w Warszawie, Zagłębiem i Górnym Śląskiem oraz Zatoką Gdańską, która stała się obszarem administracyjnym Gdańska?
Krótka odpowiedź: nic się nie zmieniło.
Dlaczego tak się dzieje?
Co ma piernik do wiatraka, po co czekać na coś co może trwać latami? Ministerstwo unika odpowiedzi na to pytanie jak ognia, bo nie ma żadnego sensownego wytłumaczenia na łączenie tych kwestii (usunięcie zapisu z wprowadzeniem stref R). Zamiast po prostu usunąć bezsensowny przepis, który jest sprzeczny z przepisami UE i niemożliwy do zastosowania, ministerstwo woli tworzyć kolejne sztuczne problemy, jakby czekało na rozwiązania, które mogą zająć lata. A wszystko po to, żeby piloci wciąż byli traktowani jak kryminaliści przez ULC. To czysta gra na czas, a ministerstwo nie ma najmniejszej chęci, by coś zmienić – po prostu woli trzymać status quo i pozwalać na dalsze szykany pilotów.
Po drodze zapytano o stanowisko Politechniki Rzeszowskiej oraz Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa, ale jakoś Ministerstwo Infrastruktury nie chce przyznać się do tej drugiej opinii. Życzę powodzenia w szukaniu dalszych instytucji do sporządzania opinii, które służą jedynie grze na czas. Przepisy SERA wystarczająco chronią bezpieczeństwo operacji i szukanie kogoś kto je podważy nie ma sensu.
Nikt nie ma też nic przeciwko ustanowieniu stref ograniczonych R tam, gdzie jest to naprawdę konieczne (hałas, bezpieczeństwo narodowe, itd.), pod warunkiem, że powstaną one w wyniku rzetelnych analiz i będą ustanawiane zgodnie z Prawem Lotniczym. Piszę o tym, bo w ULC już się mówi, że opinia Łukasiewicza udowodniła konieczność stref R. Nikt temu nie zaprzeczał. Pomysł instytutu jest wart dyskusji i nie ma nic wspólnego z propozycją ULC.
Aktualne stanowisko i postawa ULC
To, co prezentuje obecnie Prezes ULC, jest nie tylko bezczelne, ale wręcz oderwane od rzeczywistości, dalekie od jakiejkolwiek racjonalności. Jego stanowisko jest równie absurdalne jak to, które prezentowała Pani Grochowalska w zeszłym roku – tyle, że w tej wersji mamy do czynienia z jeszcze większym dystansem do faktów i zdrowego rozsądku.
Na końcu tego wpisu dołączam kopię pisma z 20 XII 2024 roku, w którym Prezes ULC postanawia nauczać Rzecznika Praw Obywatelskich prawa. To pokazuje, jak głęboko zatracił poczucie proporcji, granic przyzwoitości i zdrowego rozsądku. W końcu to osoba, która publicznie ignoruje stanowiska pilotów, instruktorów, egzaminatorów, prawników, prawomocne wyroki sądowe i nawet Rzecznika Praw Obywatelskich. Ignoruje to wszystko na korzyść własnej, subiektywnej oceny sytuacji, posługując się manipulacjami, półprawdami, przemilczeniami oraz rażącą niekompetencją – zarówno prawną, jak i lotniczą. I to wszystko za nasze pieniądze – publiczne środki.
I tak oto, w ramach „legalnej” ustawki, wybrano na Prezesa ULC Juliana Rottera – człowieka bez jakiegokolwiek praktycznego doświadczenia w naszym cywilnym sektorze lotniczym przed pracą w ULC, ale z bogatym życiorysem w Interpolu, gdzie zajmował się ściganiem przestępców. Dziś jego zadaniem jest ściganie pilotów, a nie przestępców. Nie ma żadnych więzi ze środowiskiem lotniczym, co stanowi idealną cechę prezesa – brak fachowej wiedzy, determinacja w ściganiu „przestępców” i pełna podatność na wpływy. Taki prezes jest idealny do realizowania zamysłów ministra Laska, który chce „porządkować” lotnictwo ogólne – spychać je na margines, zniechęcać ludzi do latania i stwarzać atmosferę niepewności, w której każdy, kto się wychyli, będzie mógł zostać ukarany „dla przykładu”. Punkt widzenia zależy od punktu widzenia. To przykre, ale nie potrafię inaczej połączyć kropek.
Zaduch oparów absurdu nad Prezesem ULC
4. Prezes ULC ma problemy z elementarnym zrozumieniem języka angielskiego i innych języków UE, co uniemożliwia mu zauważenie wadliwości polskiej wersji językowej SERA. Nie chodzi już nawet o to, że nie wiadomo, skąd tytułuje się „władzą lotniczą”, skoro w Rozporządzeniu SERA mowa jest co najwyżej o „właściwym organie” – równie dobrze mógłby tytułować się Napoleonem.
Zdaje się on twierdzić, że przepisy dotyczące "ruchu lotniczego" stosują się do wszelkich sytuacji, w których samolot, śmigłowiec (nawet w zawisie) lub inny statek powietrzny (balon) się "rusza". To podejście jest absurdalne, ponieważ "ruch lotniczy" w kontekście przepisów ICAO i SERA odnosi się do służb ruchu lotniczego, a nie do zasad lotu czy działania samych statków powietrznych. Takie tłumaczenie jest błędne, ponieważ "ruch lotniczy" dotyczy tylko operacji w przestrzeni powietrznej,np. kontrola ruchu w przestrzeni powietrznej. Polska jest jedynym krajem na świecie gdzie wprowadzono mylne pojęcie "przepisów ruchu lotniczego", Prezes ULC zamiast to wyprostować gra w zaparte. To ULC błędnie tłumaczy tytuł Załącznika 2 "Rules of the Air" jako "Przepisy ruchu lotniczego" chociaż w art.12 Konwencji Chicagowskiej i tytule SERA ten angielski termin oznacza "reguły/przepisy lotnicze".
Podkreślając, że przepisy dotyczą jedynie obszaru, w którym wykonywany jest lot, wprowadza niepotrzebną komplikację, która tylko wprowadza w błąd. Zasady dotyczące operacji lotniczych, takie jak wysokości lotów, minimalne odległości czy inne warunki bezpieczeństwa, są jasno określone w przepisach międzynarodowych i nie zależą od lokalizacji w przestrzeni powietrznej. Gdyby stosować logikę Prezesa w praktyce, można by twierdzić, że każdy start lub jakakolwiek zmiana pozycji statku powietrznego wymagałaby zastosowania "przepisów ruchu lotniczego", co nie ma podstaw w przepisach ICAO czy SERA.
To dalszy krok w tworzeniu chaosu interpretacyjnego i świadomego ignorowania międzynarodowych standardów, które są jednoznaczne w kwestii rozróżnienia pomiędzy zasadami lotu a regulacjami dotyczącymi zarządzania ruchem w przestrzeni powietrznej. Podejście to jedynie pogłębia nieporozumienia i pokazuje, jak Prezes ULC stara się manipulować przepisami, by usprawiedliwić swoje nieróbstwo i niewłaściwe podejście do regulacji lotniczych.
5. Prezes ULC z uporem maniaka i wbrew wszystkim wciska kit, że upoważnienie do ustanowienia minimalnych wysokości innych niż w SERA wynika z SERA.2005, a krasnoludki zapomniały wskazać taką podstawę prawną w ww. krajowym rozporządzeniu. Gdyby Prezes ULC potrafił czytać ze zrozumieniem, zauważyłby, że Rozporządzenie SERA nakłada obowiązek stosowania wspólnych reguł (rules), a lokalne przepisy (provisions) mogą być wydawane tylko w ściśle określonych przypadkach i nie mogą naruszać ogólnych zasad. Upoważnienia do wprowadzania lokalnych przepisów są jasno określone w SERA, a państwa członkowskie mogą jedynie dostosować przepisy do specyficznych warunków, nie zmieniając zasadniczych reguł. W SERA mamy wyraźną różnicę między rules (zasadami, regułami), które dotyczą podstawowych i niezmiennych wymagań, takich jak minimalne wysokości lotów nad miastami, które nie mogą być zmieniane przez państwa, oraz provisions (przepisami), które są lokalnymi regulacjami. Te drugie mogą być wprowadzane tylko na podstawie upoważnień zawartych w SERA, np. dla wyznaczania stref ograniczonych (R), pod warunkiem, że nie będą one sprzeczne z ogólnymi zasadami.
W polskim tłumaczeniu zarówno rules, jak i provisions traktowane są często jako "przepisy", co zaciera istotną różnicę między tymi dwoma kategoriami. Prezes ULC traktuje je na równi, co jest błędne.
W SERA.2005, na które powołuje się ULC, zapis brzmi:
"SERA.2005 – Compliance with the rules of the air
The operation of an aircraft, either in flight, on the movement area of an aerodrome, or at an operating site, shall be in compliance with the general rules, the applicable local provisions, and, in addition ...".
ULC zamiast usprawiedliwiać swoje decyzje cudzymi regulacjami, powinien opracować własne, logiczne i spójne zasady, które faktycznie poprawią bezpieczeństwo i efektywność lotnictwa. Tymczasem prezes ULC nie potrafi wskazać żadnych racjonalnych, opartych na danych ograniczeń – zamiast tego forsuje arbitralne restrykcje, które jedynie szkodzą rynkowi.
8. Z politowaniem można patrzeć na to jak Prezes ULC doradza RPO kontakt w sprawie zmian ustawy Prawo Lotnicze do Ministerstwa Sprawiedliwości, a nie Infrastruktury.
Podobnie sugerowanie, że obowiązują te przepisy które są opublikowane w AIP bo to wynika z SERA jest "brawurową" interpretacją urzędu. Niedawno temu udowodniłem, że w AIP jet mnóstwo starych śmieci prawnych i ministerstwo się ze mną zgodziło.
Teza Prezesa ULC, że "Prawo Lotnicze to system, w którym porządki prawne: międzynarodowy, europejski i krajowy wzajemnie się uzupełniają, aby uczynić lotnictwo bardziej bezpiecznym", jest całkowicie błędna, niebezpieczna i nieodpowiedzialna. W rzeczywistości w danej sprawie obowiązuje zawsze tylko jeden przepis – przepis unijny albo krajowy, jeżeli dany obszar nie został przekazany UE. Normy ICAO (tzw. przepisy międzynarodowe), aby obowiązywać, muszą być wdrożone do obiegu prawnego odpowiednio przez UE lub krajowo (ustawą, rozporządzeniem). Prezes ULC, sugerując, że porządki prawne wzajemnie się uzupełniają, ignoruje nadrzędność prawa unijnego, a jego stanowisko prowadzi do chaosu i błędnych interpretacji. Prawa UE nie można uzupełniać bez wyraźnego upoważnienia w tym prawie - tak twierdzą wyroki TSUE. Mam wrażenie, że Prezes ULC nie wie co to takiego. Z chęcią pro bono mu to wyjaśnię, na razie nie dostałem odpowiedzi jak mogę się z nim spotkać.
9. Prezes ULC najwyraźniej bardziej interesuje się rugby niż podstawową wiedzą lotniczą, choćby na poziomie kursu do licencji szybowcowej. Gdyby miał jakiekolwiek pojęcie o doskonałości statków powietrznych, albo znałby kogoś w urzędzie, kto tę wiedzę posiada, to przynajmniej nie wypowiadałby się w sposób, który zagraża bezpieczeństwu lotnictwa.
Doskonałość (L/D) to w największym uproszczeniu stosunek zasięgu do utraconej wysokości np.:
- Robinson R44 (śmigłowiec): L/D ≈ 4-5 – czyli na każde 1 km wysokości śmigłowiec przeleci 4-5 km w idealnych warunkach.
- ASH 25 (szybowiec): L/D ≈ 60-65 – szybowiec może przelecieć 60-65 km na każde 1 km wysokości w idealnych warunkach.
Prezes ULC twierdzi, że feralny zapis ustanawia wyższe minimalne wysokości lotów niż w SERA, co miałoby być "bezpieczniejsze" dla mieszkańców i pilotów. Jest to całkowita bzdura – nie da się ustalić jednej bezpiecznej wysokości dla statków powietrznych o zupełnie różnej doskonałości. Próba stworzenia iluzji, że feralny przepis zapewnia bezpieczeństwo wszystkim statkom powietrznym, może skończyć się katastrofą. To jawna nieodpowiedzialność, która powinna zostać natychmiast ukarana.
Może minister Lasek podpowiedziałby typowi, którego wybrał, że nie istnieje jedna wysokość, która zapewniałaby bezpieczny dolot w bezpieczne miejsce w przypadku awarii dla wszystkich rodzajów statków powietrznych. Jeśli ULC chce mieć „barierkę” wysokości lotu, od której będzie składał doniesienia, to stworzy sztuczny twór, który zamiast zwiększać bezpieczeństwo, będzie jemu realnie zagrażał, jednocześnie obniżając efektywność wykorzystania przestrzeni powietrznej.
Treść wypocin Prezesa ULC :
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Strona 11
Strona 12
Strona 13
Strona 14
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz