Jesień to czas, kiedy tematy związane z oblodzeniem gaźnika ponownie wracają do dyskusji w kontekście zdarzeń lotniczych. Mimo że problem ten jest znany od lat, podejście Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) do tej kwestii budzi duże wątpliwości. Jak co roku, zapewne zdarzą się zdarzenia związanej z tym zjawiskiem, a ULC, zamiast realnie zająć się zagrożeniem, wydaje się bardziej skupiony na działaniach wizerunkowych niż na zapewnianiu bezpieczeństwa. Czyżby istnienie zagrożeń było dla ULC wygodnym argumentem, uzasadniającym potrzebę jego egzystencji?
Problem zaczyna się od edukacji
Pierwszy problem pojawia się już na etapie szkoleń i egzaminów teoretycznych. Pytania w bazie egzaminacyjnej ULC dotyczące oblodzenia gaźnika są często nazbyt teoretyczne lub w ogóle nie związane z rzeczywistym bezpieczeństwem latania. Ośrodki szkoleniowe, wiedząc, że muszą przygotować kandydatów głównie pod kątem zdania egzaminu, koncentrują się na tematach, które pojawiają się w pytaniach. Później wszystko jest spychane na instruktora szkolenia praktycznego.
To pokazuje, że tworzenie bazy pytań egzaminacyjnych jest oderwane od zdrowego rozsądku i faktycznego bezpieczeństwa. ULC zamiast upraszczać i aktualizować pytania zgodnie z aktualnym stanem wiedzy i zagrożeń, wydaje się bardziej zainteresowany biurokratycznym spełnianiem formalnych wymagań. Na koniec wszystko jest spychane na instruktora szkolenia praktycznego, który jak wiadomo z gumy nie jest. Musimy sobie zdawać z tego, że pytania w bazie ULC nie mają wiele wspólnego z bezpieczeństwem lotniczym, aktualnym prawem, ale też regulacjami EASA i są tylko tzw. polskim folklorem. Tłumaczenia takiego stanu ze strony ULC, nie dorastają do poziomu przedszkola. Mam wrażenie, że "nielotni" urzędnicy nie zdają sobie nawet sprawy jakie zagrożenie powodują.
Bezpieczeństwo czy PR?
Niestety, podejście ULC nie kończy się na egzaminach. W praktyce dział bezpieczeństwa ULC wydaje się bardziej zajmować PR-em niż faktycznym poprawianiem bezpieczeństwa w lotnictwie. W mojej petycji do Ministerstwa Infrastruktury z sierpnia 2024 roku zwróciłem uwagę na ten problem, wskazując, że polski nadzór jedynie udaje, że jest częścią Europejskiego Systemu Bezpieczeństwa. Przykładem tego są też kampanie ULC oparte na wzbudzaniu strachu i dezinformacji. Pamiętamy, jak niedawno wprowadzano w błąd opinię publiczną na temat rzekomych przepisów dotyczących wysokości lotów nad miastami, a wysłane ulotki lądowały w koszach --> LINK.. Było to typowe działanie mające wywołać emocje, zamiast dostarczać rzetelnej wiedzy.
Gdzie jest współpraca z EASA?
Tymczasem Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) regularnie publikuje szereg materiałów dotyczących bezpieczeństwa, w tym bardzo szczegółowe dokumenty dotyczące zagrożeń związanych mi.in. z oblodzeniem gaźnika. Co więcej, wiele z tych materiałów dostępnych jest w języku polskim, co ułatwia ich dystrybucję w kraju. Niestety, ULC nie wydaje się być zainteresowanym udostępnianiem tych materiałów polskim pilotom. A przecież to one powinny być w centrum każdej kampanii informacyjnej dotyczącej bezpieczeństwa. Materiał którego strona znajduje się na zdjęciu , jest dostępny pod --> LINK. Skoro ULC nie chce promować bezpieczeństwa, to mogę pomóc … Gorąco polecam lekturę zwłaszcza mniej doświadczonym pilotem.
ULC kontra rzeczywiste bezpieczeństwo
Jedynym sensownym wyjaśnieniem, dlaczego Urząd nie promuje tych materiałów, jest fakt, że jego związek z bezpieczeństwem jest, delikatnie mówiąc, ulotny. Można wręcz przypuszczać, że brak dostępu do rzetelnej wiedzy może prowadzić do zwiększenia liczby incydentów lotniczych. Taka sytuacja byłaby na rękę instytucji, której byt opiera się na kontrolowaniu i „naprawianiu” systemu. Inaczej przecież, zamiast dystrybuować kampanie strachu i dezinformacji, ULC wysyłałby do szkół lotniczych i pilotów ulotki opracowane przez EASA. Tanie, dostępne i wyraźnie wskazujące na konkretne zagrożenia.
Tymczasem, by faktycznie poprawić bezpieczeństwo, należałoby skupić się na dystrybucji prawidłowych informacji, np. instrukcji od EASA na temat identyfikacji i zapobiegania oblodzeniu gaźnika, co mogłoby ograniczyć liczbę incydentów. Ale czy to rzeczywiście o to chodzi?
Sens istnienia poprzez tworzenie zagrożeń?
Cała ta sytuacja przypomina znany film "Backdraft" z 1991 roku, gdzie w Chicago strażacy podpalali domy, aby później zyskiwać uznanie jako bohaterowie gaszący pożary. Analogicznie, ULC, zamiast rozwiązywać realne problemy, może być zainteresowany podtrzymywaniem zagrożeń, aby móc następnie udowadniać sens swojego istnienia jako instytucji dbającej o bezpieczeństwo.
Takie podejście nie tylko nie służy bezpieczeństwu, ale wręcz je osłabia. Zamiast inwestować w rzeczywiste podnoszenie standardów lotniczych, mamy do czynienia z instytucją, której celem jest kreowanie atmosfery zagrożenia, aby uzasadniać swoją działalność. Czas zadać sobie pytanie: czy ULC rzeczywiście działa w interesie bezpieczeństwa, czy raczej w interesie swojego własnego PR-u?
NNie zapomnij również zerknąć od czasu do czasu na konto na facebook.com/avialawpl 😏

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz