Legalna ustawka konkursu na Prezesa ULC. Czy wybór konia na to stanowisko nie byłby lepszym rozwiązaniem?


Wybór nowego Prezesa ULC właśnie się dokonał i jest dokładnie taki jak przewidywałem --> LINK czyli w legalnej ustawce nominowano obecnego  p.o. Prezesa ULC.

Funkcja została powierzona osobie bez żadnego doświadczenia lotniczego przed pracą w urzędzie, która w czasie pełnienia obowiązków pokazała się wyłącznie ze złej strony. Osoba ta "wykazała się" w ULC w sprawach międzynarodowych – nie tylko nie implementujemy norm ICAO, ale także ukrywamy różnice względem tych standardów. Już jako p.o. Prezes stał się twarzą nękania pilotów, mimo że sądy karne mówią, iż oskarżenia są bezpodstawne. Żadnemu z jego kolegów prawników za zaniedbania i walkę ze środowiskiem nie spadł włos z głowy. Zamiast choćby zainteresować się spottingiem, modelarstwem czy małymi dronami, pociąga go rugby. 99% przepisów lotniczych dotyczy kwestii technicznych, o których typowy prawnik, w tym nowy Prezes ULC, nie ma pojęcia. Patrząc na jego CV to skończył kilka uniwersytetów i kilkadziesiąt kursów, tak więc na pracę nie miał raczej czasu. Jakimi zasobami zarządzał w swojej karierze ten "menadżer"? 

W krajach, które naprawdę dbają o rozwój sektora lotniczego, wybór szefa administracji lotniczej to wydarzenie na miarę Oscara. Media rozpisują się o doświadczeniu kandydata, jego wizji rozwoju sektora, bezpieczeństwa transportu itd. Proces przesłuchań kandydatów trwa wieki, a wybór zazwyczaj jest ponad podziałami politycznymi.

W Polsce, gdzie sektor lotniczy jest traktowany jak piąte koło u wozu, wybór Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) odbywa się w sposób, który można by nazwać farsą albo chamską, aczkolwiek legalną ustawką. W szczycie sezonu wakacyjnego, po cichu publikowane jest ogłoszenie, a termin na złożenie dokumentów jest tak krótki, że tylko cudotwórca zdążyłby się przygotować. W programie wyboru przewidziana jest 10-minutowa prezentacja wizji Prezesa, a po konkursie papiery mają zostać zniszczone. Staż pracy w lotnictwie? W zasadzie niepotrzebny! Każdy, kto ma jakiekolwiek doświadczenie związane z lotnictwem, może zostać kandydatem – nawet jeśli to doświadczenie polegało na dostarczaniu kanapek do samolotów. Jeśli ktoś pracował w księgowości lub dziale prawnym o niskiej reputacji w ULC, ma to naprawdę niewiele wspólnego z rzemiosłem lotniczym. Już poprzedni Prezes miał jakieś symboliczne ( >0) doświadczenie w lotnictwie. Co gorsza, praca nowego "władcy lotniczego" w Departamencie Spraw Międzynarodowych nie może być traktowana jako referencja sukcesów. Zła implementacja prawa UE, ignorowanie norm ICAO i niezgłaszanie różnic to tematy, które raczej powinny być przedmiotem zainteresowania prokuratury.

Jeszcze przed konkursem obecny pełniący obowiązki Prezesa zapowiedział swój udział w wydarzeniu we wrześniu, co jasno sugeruje, że wynik konkursu był już przesądzony. Taki sposób wyboru Prezesa ULC jest legalny, ale budzi tyle zaufania, co obietnice wyborcze.

Porównanie do Kaliguli, który mianował swojego konia Incitatusa senatorem, jest wręcz łagodne. Decyzje personalne, które nie są oparte na kompetencjach, prowadzą do absurdalnych sytuacji. Nowy Prezes ULC, mimo że jest młody i inteligentny, nie ma doświadczenia w sektorze lotniczym, co może sprawić, że jego zarządzanie będzie równie skuteczne, co próba latania bez skrzydeł. Już teraz jest twarzą represji na pilotach i bezkarności swoich niezatapialnych kolegów prawników w ULC, którzy mają problemy z wiedzą na poziomie WOSu ze szkoły średniej. Może on czuć się nieswojo w towarzystwie ludzi z branży lotniczej, a oni z kolei mogą mieć podobne odczucia wobec niego. Brak doświadczenia w sektorze lotniczym może prowadzić do trudności w nawiązywaniu relacji i zrozumieniu specyficznych potrzeb oraz wyzwań tej branży. Obecna sytuacja jest więc frustrująca zarówno dla branży lotniczej, jak i dla nowego Prezesa ULC. O kogoś jest tu chyba za dużo.

Czy wybór konia na Prezesa ULC byłby lepszym rozwiązaniem? Może i tak, bo konie, choć stadne, nie kopią jak popadnie. W dodatku koń raczej nie jeździłby na zagraniczne wycieczki i w delegacje z racji oczywistych technicznych problemów z przemieszczaniem się i komunikacją, co w efekcie prowadzi do redukcji wydatków podatników na tą instytucję. Do rządzenia też nie potrzebowałby kwalifikacji, bo zgodnie z regulaminem organizacyjnym ULC, Prezes zarządza przez wiceprezesów, a ci przez dyrektorów itd. Zatem takich "koni" mogło być więcej! Można by zamienić Prezesa ULC na konia, a żeby się nie myliło Wiceprezesów zamienić na osły. Dogadają się bez problemu. Co więcej, koń, w przeciwieństwie do nowego Prezesa, nie robiłby pilotów w konia — uczciwie traktowałby środowisko lotnicze, zamiast je nękać. Koń nie wchodzi w polityczne zagrywki i działa instynktownie co jest lepsze niż obecna stagnacja   Ma on jeszcze jedną zaletę – jest przewidywalny. Nie musielibyśmy się obawiać nagłych i głupich decyzji, które zaskakują cały sektor lotniczy. Konie są lojalne i nie knują za plecami oraz nie udają że wiedzą więcej niż faktycznie wiedzą. 

Nowy Prezes ULC, mimo politycznego wsparcia, od momentu wyboru stał się swojakiem, za którym murem stoi partyjny aparat. Nie za darmo ULC biegał z namiotem po politycznych jarmarkach i festynach tuż przed konkursem. Nie jest to czcze gadanie – proszę sprawdzić tę aktywność na Facebooku ULC. Ze dwa dni temu minister z nominatem nakręcili teledysk o konwencji warszawskiej. Tak panowie piją sobie z dzióbków, zamiast zająć się pracą, a Departament Lotnictwa Ministerstwa jest zakładnikiem tych relacji. Tak się kupuje licencję urzędu na nieróbstwo, bezkarność i mandat na szkodliwą dla rynku działalność tego organu. Z tej mąki nie będzie chleba.

Przepraszam, jeśli uraziłem jakiegoś konia. 😓

Następna szansa na zmiany pojawi się najprawdopodobniej po kolejnych wyborach parlamentarnych..

Nie zapomnij również, zerknąć od czasu do czasu na konto na facebook.com/avialawpl 😏 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz