Nie, to nie jest tekst o tym, że ktoś będzie siedział 5 lat za brak zgłoszenia lotu dronem albo jakiś drobny incydent. Raczej nikt nie trafi.
Ale to wcale nie znaczy, że problemu nie ma. Bo problem jest dużo gorszy niż „czy ktoś pójdzie siedzieć”.
Problem jest taki, że państwo uznało naruszenie przepisów ruchu lotniczego za przestępstwo. I tym jednym ruchem przerobiło normalny, cywilizowany mechanizm bezpieczeństwa na narzędzie straszenia obywateli.
Co mówi przepis? Bez bajek i uspokajaczy
Oto sedno, czarno na białym:
Art. 212.
1. Kto, wykonując lot przy użyciu statku powietrznego:
a) narusza przepisy dotyczące ruchu lotniczego obowiązujące w obszarze, w którym lot się odbywa,
– podlega karze pozbawienia wolności do lat 5.
I teraz najważniejsze:
W tym zdaniu NIE MA:
-
„tylko w skrajnych przypadkach”
-
„tylko gdy powstanie realne zagrożenie”
-
„tylko gdy dojdzie do zdarzenia lotniczego”
-
„tylko gdy ktoś kogoś naraża”
Nie ma. Koniec. To są dopowiadane bajki z wywiadów, żeby ładniej brzmiało. Ustawa jest brutalnie prosta: naruszasz przepisy ruchu lotniczego → potencjalnie jesteś przestępcą.
„Spokojnie, nikt nie dostanie 5 lat” – serio?
To jest ulubiony numer ludzi, którzy nie rozumieją, jak działa prawo karne w prawdziwym życiu.
Bo prawo karne nie niszczy człowieka dopiero wyrokiem.
Prawo karne niszczy człowieka od momentu, kiedy:
-
ktoś składa zawiadomienie,
-
rusza postępowanie,
-
przychodzą wezwania,
-
zaczynają się przesłuchania,
-
wchodzi stres, koszty, adwokat,
-
a w tle masz jedno: „toczy się sprawa”.
I w lotnictwie to wystarczy.
Lotnictwo nie wybacza „toczy się sprawa”
W lotnictwie „czyste tło” nie jest fanaberią. To jest codzienność:
-
licencje, uprawnienia, certyfikaty,
-
dostęp do stref zastrzeżonych,
-
przewoźnicy, handling, lotniska,
-
firmy dronowe, kontrakty, audyty,
-
ochrona lotnictwa, weryfikacje, procedury.
Masz wpis w KRK? Źle.
Masz choćby cień, że „coś się toczy”? Dla wielu podmiotów to jest automatyczne: „dziękujemy, odezwiemy się (czyli nigdy)”.
I teraz najlepsze: do tego „odcięcia” nie potrzebujesz żadnego 5-letniego wyroku. Czasem nie potrzebujesz żadnego wyroku w ogóle. Wystarczy, że wisi nad tobą sprawa.
Z narzędzia bezpieczeństwa zrobiono pałkę
Zgłaszanie lotów samo w sobie jest OK. Jest potrzebne. Bywa bardzo przydatne. Może realnie poprawiać bezpieczeństwo i kulturę latania.
Tylko że w normalnym państwie robi się to tak:
-
edukacja,
-
proste zasady,
-
proporcjonalne konsekwencje,
-
wykroczenia i sankcje administracyjne,
-
gradacja: drobne naruszenie ≠ realne zagrożenie.
A u nas? Zrobiono z tego czyn karny.
Czyli: „albo jesteś idealny, albo jesteś potencjalnym kryminalistą”.
To nie buduje bezpieczeństwa. To buduje strach.
A strach w lotnictwie kończy się jednym: ludzie przestają współpracować. Zaczyna się kombinowanie, unikanie, szara strefa. Dokładnie odwrotnie niż powinno.
Test zdrowego rozsądku: prawo drogowe
Dla tych, którzy mówią: „wystarczy latać zgodnie z prawem, to po co się bać?” mam jedno pytanie:
Czy zgodzilibyście się na przepis w prawie drogowym:
„Kto narusza przepisy ruchu drogowego, podlega karze do 5 lat pozbawienia wolności”
— nieważne, jakie przepisy, nieważne, czy było zagrożenie?
Po co wtedy mandaty? Po co punkty? Po co gradacja?
90% kierowców byłoby przestępcami.
I dokładnie ten sam idiotyzm wprowadzono do lotnictwa: wrzucono „naruszenie przepisów ruchu” do kategorii, która w cywilizowanym systemie jest zarezerwowana dla czynów naprawdę ciężkich.
Największe kłamstwo: „to tylko na poważne sytuacje”
Nie. Nie ma tego w przepisie.
Jak ktoś mówi, że „chodzi tylko o skrajne przypadki” — to niech pokaże konkretny warunek w ustawie. Nie pokaże, bo go nie ma.
I to jest sedno sporu: nie o to, czy ktoś pójdzie siedzieć, tylko o to, że państwo w ogóle uruchomiło armatę prawa karnego do czegoś, co powinno być rozwiązywane proporcjonalnie.
Wniosek
Zgłaszanie lotów — tak.
Bezpieczeństwo — tak.
Kultura latania — tak.
Ale robienie z ludzi potencjalnych przestępców za naruszenie reguł lotniczych (przepisów) — nie.
Bo to nie jest „bezpieczeństwo”.
To jest straszak. I koszt tego straszaka płaci normalny człowiek — stresem, pracą, reputacją i życiem.
Jeśli państwo chce współpracy, to nie może zaczynać od: „pamiętaj, że jesteś potencjalnym kryminalistą”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz